środa, 16 maja 2018

Od Davida

Okrutna hitlerowska machina wojenna spadła na Europę Zachodnią. Rzucona na kolana wojną błyskawiczną, znalazła się na krawędzi zagłady. W tę najczarniejszą godzinę musimy zebrać nasze siły i dać odpór ciemiężycielom. Walka z nazizmem będzie ciężką próbą, lecz z naszymi sojusznikami wyjdziemy z niej zwycięsko.
- Dziś zmuszono nas do podjęcia nadludzkich wysiłków. Oto bitwa, w której ocalimy naszą cywilizację i uwolnimy ludzkość od męki. Nasi synowie. Duma naszego narodu. Siła i męstwo, niech będzie im dane. Okrucieństwa wojny wstrząsną sercami narodów świata. Będziemy musieli poświęcić tak wiele, lecz zwyciężymy. - takim zdaniem zakończył swoje przemówienie dowódca plutonu, podczas gdy płynęliśmy na okupowaną plażę.
Naszym pierwszym celem było zdobycie plaży, wyczyszczenie bunkrów z Niemców i przejęcie dwóch czołgów, które się tam znajdują. Nawet nie wiem jak ta plaża się nazywa... mamy odbić Francję z rąk nazistów. 
* * *
- Więc mówi że chce mój zegarek, a ja myślę: Na co mu, kurwa, mój zegarek, przecież to kapitan drużyny futbolowej. Odwracam się i czuję cios. Zimny jak lód. - opowiadał Zussman, bawiąc się swoim nożem.
Większość moich kumpli ze szkolenia jest ze mną w plutonie. Wszyscy mają pietra, ale nikt tego nie okazuje. Na początku nie znosiłem Zussmana, ale teraz to chyba mój najlepszy kumpel. Ciągle szuka tarapatów. Gdyby nie to, że wojna już trwa, próbowałby rozpętać swoją.
Mężczyzna podał nóż siedzącemu obok niego Stiles'owi.
- Poza tym, potrzebuję palców aby zrobić zdjęcie roku. - odsunął się od niego delikatnie.
Stiles chce po wojnie zostać fotografem. Jest trochę podobny do Clarka Kenta, ale kiedy zdejmie okulary, to zmienia się w krótkowidza. Aiello to weteran, choć moja mama nazwałaby go nieco prostackim. 
- Aa. - zaczął Ail. - Podnieśmy nieco stawkę. - ściągnął z szyi swój wisiorek i trzymając go w dłoni, zawisł nad stołem. - Święty Michał, patron żołnierzy. Dba o mnie od czasu Kasserine. - rzucił go na stół. - Zussman, 3 razy w ciągu 10 sekund i jest twój. - uśmiechnął się do niego zaczepnie.
- No nie wiem. - lekko rozłożył ręce.
- Och, zawsze możesz spękać. - skrzyżował ręce na piersi z uśmiechem.
- Stawiam na Zussmana. - stwierdziłem podając przyjacielowi nóż.
Ten spojrzał na mnie, na chwilę wbił wzrok w stół jednak w końcu wziął ode mnie przyrząd.
- Ok, wchodzę. - skinął głową.
- Nie patrzę... - mruknął Stiles.
- Licz po prostu czas. - rzucił do niego wywracając oczami. - Wracając do tematu, z kumplami wbiliśmy się na partyjkę pokera, urządzoną przez futbolistów. Znajomi pokazywali mi na migi, jakie karty mają inni. Trzeba było zobaczyć minę tego frajera, kiedy wygrałem. Gotowy? - ułożył rękę na stole rozstawiając palce. Szybko zaczął uderzać nożem między palcami o stół i tym samym wygrał zakład. - Tak to jest, jak się próbuje kantować kanciarza. - uśmiechnął się zadowolony zabierając swoją nagrodę, jaką był medalik. - Bardzo dziękuję. - wyciągnął w stronę Aiello rękę.
- Mama mówiła, żeby nie podawać ręki Żydom. - prychnął.
Zussman z początku wydawał się być lekko zasmucony tym, co powiedział, jednak szybko powrócił do poprzedniego wyrazu twarzy.
- Wczoraj w nocy śpiewała inaczej. - odparł z przekąsem.
- A tam, na co komu głupi wisiorek. - w końcu uścisnął jego dłoń.
- Tobie się przydawał. - pomachał mu nim przed nosem.
- Znajdę sobie coś lepszego. Prawdziwe trofeum. - wstał gwałtownie przewracając krzesło i wyszedł pomieszczenia.
- Ej! O 18 odprawa, spóźnimy się! - wykrzyczał nagle Stiles i wybiegł.
Spokojnie wstałem i wyszedłem z Zussmanem z pomieszczenia.
- Ja nas obronię Daniels, spokojna głowa. - poklepał mnie po ramieniu ściskając w dłoni medalik.
Nagle wpadliśmy na dowódcę, Piersona.
- Odprawa zaraz się zacznie, co wy odpierdalacie?! - fuknął na nas. - Myślisz, że jesteś wyjątkowy? - spojrzał na mnie wściekły. - Szkopy zeżrą cię na śniadanie! - krzyknął mi prosto w twarz.
- Nie ma mowy sierżancie, jesteśmy ciężkostrawni. - odparłem chowając dłonie za plecy.
- Uważaj na słowa, Daniels. Za mną. - cały czas mówił podniesionym tonem, odszedł.
- Więc co by się nie dało, trzymaj się blisko. Damy radę David. - razem z nim przybiliśmy piątkę i poszliśmy za sierżantem.
* * * * *
- Dziś, wespół z naszymi sojusznikami, wyruszamy na operację o niezrównanym znaczeniu. Naszym celem jest zdobycie przyczółka w Normandii i odparcie niemieckiej agresji, która terroryzowała Europę przez ostatnie 4 lata. Tylko my stoimy na drodze ciemności pochłaniającej świat. Tu nie chodzi tylko o zbieranie laurów za życia. Jeżeli zwyciężymy, to nasz triumf zostanie zapamiętany przez cały świat na niezliczone pokolenia. Mówię tu o chwale, żołnierze. Wiecznej chwale. - mówił pułkownik Davis.
Chwilę potem ze statku, po drabinie z lin zeszliśmy do mniejszego statku, który mieścił około 20 żołnierzy plus dwóch przy działach. Nad nami leciały pierwsze myśliwce, obyśmy już teraz nie stracili wielu ludzi...
- Bombardowania miały zniszczyć trzon obrony, prawda...? - zapytał Zussman.
- Boisz się szeregowy? - znów wykrzyczał Pierson.
- Nie, sir. - odparł.
- A powinieneś... - znów spojrzał przed siebie.
Na oceanie były ogromne fale, do tego było strasznie pochmurno. Nagle ktoś strzelił w naszą stronę, pierwszy żołnierz padł.
- Wszyscy padnij! - krzyknął Turner, drugi sierżant.
Wszyscy niemal położyli się na podłodze, pociski cały czas leciały w naszą stronę, mimo starań, większa część naszej łodzi zginęło... musieliśmy szybko wskoczyć do wody i przedostać się do plaży wpław. Pod ciągłym atakiem musieliśmy dotrzeć do okopów. Oczywiście przed tym udało mi się wypełnić zadanie, czyli wysadzić wał. Później była strzelanina w okopach, było krwawo a co dopiero dalej...

Lara?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Szablon wykonany przez Evelyn - Bajkowe Szablony